Czy samemu można ustawić antenę satelitarną?

marca 11, 2018



Ał, ał, ałaj!! Krzyknąłem przeraźliwie, kiedy zadzwonił telefon, wybudzając mnie ze snu zimowego, w który zapadłem ledwie kilka minut wcześniej. Kto śmie wydzwaniać do mnie z samego rana - zakląłem, spoglądając na zegarek, który wskazywał godzinę 15:36. Zerknąłem na wyświetlacz mojego smartfona, na którym wyświetliły się cztery litery. No to dupa – pomyślałem przystawiając słuchawkę do ucha.

-Co tam mamo?

-Cześć. Jak chcesz to mamy wykupiony multiroom i drugi dekoder, więc jeśli chcesz, to go zabierz sobie, to będziecie mieli telewizję opłaconą do końca roku. Tylko musisz sobie skołować antenę, bo bez tego, to ni chuja działać nie będzie.

-Oks. Biere! Talerz się załatwi


Zadzwoniłem do swojego najlepszego kumpla, z którym wspólnie dzielimy przestrzeń 65 metrów kwadratowych w jednym z bloków mojego miasta i z którym to nawet mam dziecko, by przekazać radosną nowinę.

-Cześć żonka! Temat taki. Weź roześlij wici, że antenę trzeba, to do końca roku będziemy mogli brazylijskie seriale na koszt moich rodziców oglądać. Usłyszałem tylko:\

-Zlecenie przyjęte i oczekuje na realizację.

Antena się znalazła razem z pełnym uzbrojeniem w kabel i konwenter (to takie berło, które patrzy na talerz i strzela sygnałem odebranym z kosmosu). Jeszcze tego samego dnia zabraliśmy się do jej montażu.

Odziani niczym Pastuszkowie, kiedy nad ich głowami przeleciała gwiazda śmierci Betlejemska, ruszyliśmy ku górze przeznaczenia, czyli na balkon. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie panująca na zewnątrz aura. Minus pińcet stopni mrozu, któremu towarzyszył halny. Straszny dwór. Pragnienie zobaczenia moich ulubionych brazylijskich seriali, w których grają laski odpicowane lepiej niż na pornhubie wzięło jednak górę.

Nie będę przecież płacił stówy fachowcowi za przyjazd, skoro wiedzę mogę zdobyć na Youtube, czy na forach. Z takiego założenia wyszedłem. Poczytałem, pooglądałem, zdobyłem niezbędną wiedzę i teraz sam mogę brać za to pieniądze – taka myśl przyświecała mi od momentu przykręcenia pierwszej śrubki.

Banalne. Stelaż zamocowany w ciągu kilku minut. Wypionowany i wypoziomowany idealnie. Zostaje tylko podpiąć kabel pod konwenter, zamocować go na plastikowej łapie i wsadzić w talerz, który trzeba skręcić kilkoma śrubami i ma działać. Zajęło to wszystko jakieś 15 minut. Uradowany, zdobywając plus pięć do doświadczenia, plus pięć do zaradności, plus osiem do ego i plus sto w kieszeni, ruszyłem dzielnie przed odbiornik, by wreszcie przed nim zasiąść i gapić się w cycki Dolores.

Klikam pewnie pilotem, wybierając port hdmi do którego wpięty był dekoder, włączam jakiś kanał i… nic.

Co mogło pójść nie tak? Przecież antena ustawiona zgodnie z obowiązującymi w moim regionie wytycznymi. Kierunek starannie wymierzony kompasem uwzględniając oczywiście odpowiednie przesunięcie względem południa i nic? Ponownie zacząłem grzebać w necie w poszukiwaniu wiedzy.
Jest przyczyna! Najprawdopodobniej to wina źle zarobionych końcówek kabla antenowego. Ściąć kabel, wyjebać izolację, położyć ekrany, założyć końcówkę, wsadzić gdzie trzeba i po sprawie. Tak zrobiliśmy i dalej gówno. W takim razie z drugiej strony trzeba zrobić to samo. Dopadło mnie przerażenie, bo przecież antena skręcona mocniej niż rogi barana, a żeby wyjąć kabel, trzeba zdjąć konwenter a na zewnątrz piździ okropnie.

No jak mus to mus. Antena odkręcona, konwenter wyjęty, kabel ściągnięty i zarobiony, kabel podpięty do konwentera, konwenter wsadzony w gniazdo, antena przykręcona do stelaża i ma działać kurwa.

Nie działa. Poprzednie zdenerwowanie ustąpiło miejsca nowemu o znacznie większej sile. Gdzie leży przyczyna? Znowu fora, Youtuby, porady ekspertów i wiem! To wina kabla, co wydało się całkiem logiczne, bo nasz nie miał żadnych specjalnych oznaczeń „sat”, tylko taki zwykły był, pospolity, biały, antenowy…

Pojechałem do sklepu po kabel, którego z moich wyliczeń potrzeba było 12 metrów. Czterdzieści złotych polskich poszło się walić, plus czas, plus paliwo, plus zszargane nerwy, ale nie! Jak zacząłem, tak skończę.

Kabel jest, no to trzeba zarobić końcówki. Najpierw z jednej strony, następnie o zgrozo z drugiej, co wiązało się z wykonaniem niezbędnych czynności: Odkręcić antenę, ściągnąć konwenter, wymienić kabel na nowy, przykręcić konwenter, przykręcić antenę do stelaża, mimo tego, że piździ okropnie i ma działać kurwa!

Nie działa! Nosz do jasnej ciasnej własnej! Co znowu?! Konwenter! To w tym dziadostwie leży przyczyna. Wsiadłem w auto i pojechałem. Zapłaciłem kolejne 30 złotych polskich i wróciłem do domu. By wykonać następujące czynności: Odkręcić antenę, ściągnąć konwenter, założyć nowy z nowym kablem, przykręcić antenę do stelaża i ma działać kurwa!

Nie działa! Wyczerpane zostały wszystkie pomysły. Przeczytałem cały Internet, obejrzałem cały Youtube i dalej gówno. Zostało tylko tylko rozłożyć ręce, rozpłakać się i się uchlać. Bo nie dość, że straciłem  siedem dych plus wachę, to jeszcze nie ma cycków Dolores. Rozpłakanie się podziałało. Przypadkiem odkryliśmy, że mimo braku obrazu, kontrolka świeci się na zielono, a nie na czerwono jak wcześniej, co znaczyło tyle, że jest sygnał, tylko tak słaby jak Popek w MMA. No to rura ponownie na balkon i zaczęliśmy bardzo delikatnie poruszać anteną, ciągle obserwując wskaźniki sygnału w telewizorze. Przyczyna była prozaiczna… Konwenter był przekręcony za bardzo o jakieś dwie setne milimetra kurwa. Toż to włos na dupie grubszy. Kiedy tylko delikatnie go przekręciłem, obraz natychmiast się pojawił i wiecie co?

Gapię się właśnie w cycki Dolores z brazylijskiego serialu.

You Might Also Like

0 komentarze

Facebook