Czy ubieranie się w lumpeksach, to powód do wstydu?

kwietnia 19, 2018

lumpeks

 Czy kupowanie ubrań w Lumpeksie to wstyd?

Jak byłem mały, to jedyne nowe ciuchy, jakie dostawałem od rodziców, to były łachy z targu, które sprzedawała taka jedna gruba baba z wąsami. Śmierdziało od niej tartym chrzanem i wędzonym śledziem z cebulą, ze zdecydowanym naciskiem na cebulę. Pięcioletnią. Zepsutą. Fe. Zdecydowanie częściej ubrania otrzymywałem w spadku po starszym bracie. Wypierdziane i dziurawe portki, porozciągane koszulki, poplamione spodenki, czy znoszone buty. Też mi to nie przeszkadzało, bo to było naturalne w tamtych czasach. Za małych ubrań nie wystawiało się na OLX, czy nie zastawiało się w komisach dla dzieci, które tak jak ten Krasnostawski walą na kasę, tylko oddawało się rodzeństwu, bądź komuś z rodziny, czy znajomych.

Z czasem zaczęło mi to przeszkadzać. Rosłem i wkurwiało mnie to, że prawie nie mam swoich własnych ubrań. Kasy nie było, żeby co raz to nowe kupować, a nie należałem do dzieci, które spokojnie przez cały dzień wysiedzą przed komputerem, grając w Minecrafta, czy Simsy. Pewnie dlatego, że jak byłem mały, to nie miałem komputera. Szlajałem się po wsi, grzebiąc patykami w krowskich plackach. Kto nigdy nie grzebał patykiem w krowskim gównie, ten berek. Wspinałem się na drzewa, tarzałem w trawie, odkrywałem, co skrywają szuwary. Normalne zatem było to, że moje ubrania zużywały tak szybko, jak dwumasa w passacie. Wtedy moja mama zaczęła mi kupować ubrania w lumpeksie. Miałem wreszcie własne ciuchy. Nie po starszym bracie, tylko po jakimś innym bracie, gdzieś z Anglii. 

Wszyscy chodzili w ciuchach z lumpa.

Wszyscy rodzice kupowali dzieciom ciuchy z lumpa, tylko nie wszyscy mówili o tym swoim dzieciom. Z czasem, osoby, które nosiły używki, stawały się pośmiewiskami dla innych osób, nieświadomych tego, że na sobie nie mają bluzy NIKE za 180 zł, kupionej na Krakowskim Przedmieściu w Lublinie, bo tam mieścił się jedyny sklep w regionie, tylko bluzę za 15 zł z ciuchlandu za Chmielną w Krasnymstawie. 

Mi też dokuczali. Też się koledzy ze mnie śmiali. Wtedy nie znałem sztuki dyplomacji, czyli prawego prostego, więc co miałem robić. Wracałem z rykiem do domu i żaliłem się matce. Tylko skąd ona miała wziąć pieniądze na nowe? 

Później sytuacja się trochę poprawiła. Rodzice zbudowali dom, więc i finansowo trochę odetchnęli. Co prawda dalej nie kupowali mi bluz Nike za 180 zeta, ale też ciuchlandy odeszły w zapomnienie. Do czasu… 

 ***

Poszliśmy na studia. Jak to brzmi teraz – student Kocia Dupa. Czytamy nazwiska: Kowalski? Jestem! Nowak? Jestem! Kocia Dupa? Kocia Dupa?! AAA weź spierdalaj sorek, co? 

 Kupuję w ciuchlandzie i dobrze mi z tym.


Pewnego dnia, odkryliśmy przypadkiem gigantyczny ciuchland. A co nam szkodzi, wejdziemy, zobaczymy i chałupa. No i weszliśmy, zobaczyliśmy i faktycznie pojechaliśmy do chałupy, tylko obładowani siatami. A co! Jak szaleć, to szaleć. Postanowiliśmy przyjechać ponownie w dniu dostawy „nowego” towaru, który był dostarczany zawsze w sobotę. Przyjechaliśmy na miejsce 10 minut przed otwarciem. Wyszliśmy i co? Kolejka jak do kibla w galerii w czarny piątek. A ze sto osób, które napierały na drzwi, czekając tylko na zwolnienie blokady. 

Pierdolnięci. No pierdolnięci! Bo jak nazwać dorosłych ludzi, którzy mało co się nie pobiją o znoszone łachy? I wtedy stało się. Drzwi zaczęły się otwierać i poszli!!! Bez falstartu. Ruszyli szarżą niczym Sobieski na Turków. Nikt nie brał koszyka, tylko jazda na wieszaki i jeb, jeb, jeb, jeb na siebie. No nie wierzyłem, ale w sumie szybko sobie uzmysłowiłem, że bydłu to w chlewie najlepiej.
Kiedy tak szliśmy, szperając sobie z nadzieją, że może coś się znajdzie, zauważyliśmy piździarną kopicę ubrań w kącie sklepu. Łot de fak! Ładnie ktoś bałaganu narobił, ale jak podeszliśmy bliżej, to zauważyliśmy, że na każdej metce widnieje logo znanej marki i nie chodzi mi o jakieś haemy, czy rizerwdy, tylko Armani, Boss, Clein… Okazało się, że w tym natłoku ludzi, znajdowało się kilka osób grających do jednej bramki. Jeden stróż, który pilnował stosu i kilka osób do przeczesywania ciuchów ze znanymi markami. W tym szaleństwie tkwi metoda. Wydadzą 3-4 stówki na ciuchy z lumpa, które później wystawią w swoim, mniejszym ciuchlandzie, za 40 zł za sztukę lub więcej, a ludzie i tak kupią dla metki. Ewentualnie będą wystawiać na necie i zarobią jeszcze więcej. Dobry pomysł.
 

Lumpy nauczyły mnie jeszcze jednego.


Nie wszystkie te odjebane dziunie na mieście, muszą mieć sponsora, żeby się ubierać w ekskluzywne patałaszki, jak to często określają pierdolnięci obserwatorzy, którym żal dupę ściska, że ktoś ma lepsze ciuchy niż oni sami. Wystarczy wizyta w ciuchlandzie, parę groszy i można paradować w Armanim z torebką Prady pod pachą.
Lumpeksy przestały być synonimem obciachu. Nie jest żadnym wstydem kupować tam ubrań. A jeżeli kiedyś, ktoś się będzie śmiał z Ciebie, czy Twoich dzieci, to zwyczajnie zapytaj, skąd matka tej osoby ma torebkę Prady…

Masz tu jeszcze:

Jak to by było, gdyby mężczyzna nosił torebkę?

Jak mężczyzna powinien dbać o formę? Najlepsze porady.

Czy idealny mężczyzna istnieje?



You Might Also Like

0 komentarze

Facebook