O tym, jak zjadł mnie Kraken.

kwietnia 04, 2018



Jestem na rajskiej plaży z ukochaną osobą, czyli samemu i robię te wszystkie sprośne rzeczy, które na rajskiej wyspie, może robić człowiek sam sobie, a wtedy z głębin oceanu wychodzi Kraken, który krzycząc „this is Sparta” chce mnie kopnąć bardzo mocno i to bez rozgrzewki, co jest bardzo ważnym elementem, aczkolwiek przez tego stwora w tym momencie zaniedbanym.  Nagle z dżungli wyłania się łucznik, który magiczną strzałą miłości, strzela w kierunku tego Krakena i chybia, a ten Kraken jest bliżej i bliżej i już chce wbić we mnie swoje trzonowce razem z przedtrzonowcami i zatrzonowcami, a wtedy ja wstaję i mówię:

-No chodź tu brzydki Krakenie! 

I mimo, że nie mam nic na sobie, to z kieszeni wyciągam gaz łzawiący, co nie jest dobrym wyborem, bo Kraken nie ma oczu. Tak wyposażony ruszam biegiem przed siebie, wskakuję na żółwia, który właśnie jadł kebaba, następnie wypijam łyk rumu, który zaraz wypluwam, bo rumu nie lubię, a Kraken jest coraz bliżej.

Wiem! Wskoczę mu do gardła i połaskoczę go w jelita! Wtedy on pomyśli:

-O cholera. A co to mnie łaskoczę w jelita? I zacznie się śmiać i to tak bardzo, że straci nad sobą panowanie, poślizgnie się na żółwiu i upadnie, waląc głową w rozbitą butelkę po rumie i zdechnie. Wtedy ja wyjdę i go zjem, chociaż nie gustuję w Krakeninie. Dla zasady go zjem! A z jego włosów zrobię sobie hamak. Plan doskonały! Nie może się nie udać! 

Skoczyliśmy ku sobie. To znaczy on skoczył, bo ja poślizgnąłem się na żółwiu i wyjebałem kuranta jak długi. Kraken do mnie doskoczył i wbił we mnie wszystkie swoje zęby i zaczął mnie jeszcze lać butelką po rumie w łeb. 

Obudziłem się. A Kraken dalej był obok mnie! Tylko nie wbijał we mnie swoich kłów, a pazury. U stóp te. Dużym palcem u nogi wwiercał mi się między żebra, a ręką walił mnie po głowie.
A mówiłem żonie, że jeśli pozwolimy dziecku spać z nami, to nic dobrego z tego nie wyjdzie.

You Might Also Like

0 komentarze

Facebook