Dlaczego nie wyjadę do pracy za granicę?

czerwca 12, 2018




Mówi się, że teraz mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy. Teraz to zwykły Janusz z wąsem, z ukończoną podstawówką, który nie posiada nawet ilorazu inteligencji, bo iloraz to jest wynik dzielenia, a on się nie chce z nikim dzielić, bo na chuj? I taki Janusz, nie weźmie się za byle robotę, bo wie, że jego ponadprzeciętna wiedza i umiejętności zdobyte w życiu, najczęściej pod osiedlowym sklepem, ale nie tylko, bo kiedyś ze szwagrem złom na lewo wozili do skupu i zarobek był pokaźny, niczym dupa Kardashianki, są więcej warte niż 3000 zł na rękę. Janusz jest mądry. Liczyć umie. Na palcach nawet. Wie, że za mniej, to nawet nie ma co dupy ruszać z domu, bo i tak mama da zaskórniaki.

Janusz nie może znaleźć w gąszczu ofert pracy, atakujących skrzynkę mejlową codziennie po kilka razy, czegoś odpowiedniego dla siebie. A odpowiednie to takie, gdzie płacą dużo i nie trzeba robić za wiele. Dlatego Janusz wyjeżdża za granicę, by zarabiać kosmiczne pieniądze.

Praca za granicą sprawi, że będziesz bogaty.


Tak zaczyna się bardzo wiele historii emigrujących Polaków. Nie chciało się uczyć, robić szkoleń, zdobywać praktycznej wiedzy, to trzeba wypierdalać na Zachód, bo tam jest robota. Faktycznie jest. Biorą każdego. Żeby zbierać szparagi, nie trzeba jakichś specjalnych zdolność. Wystarczą: rozwinięta przysadka i przeciwstawne kciuki. Cała filozofia. Jedzie tam jeden z drugim, robiąc za czarnucha za granicą, otrzymując minimalne wynagrodzenie za pracę, tylko że w mocniejszej walucie. We łbie radość, którą porównać można jedynie, do znalezienia banknotu na ulicy, kiedy smali okropnie po imprezie u szwagra, albo po wiejskiej dyskotece, na którą się nie doszło, bo się chemii nie uczyło w podstawówce i się nie wie, że jak się pierdolnie pół litra na raz, to nogi odcina, chyba że się pochodzi gdzieś spod Urala, albo jest się polskim politykiem wyższego szczebla, bo o tych pachołków na dole to i ja więcej wypić potrafię. Bo tą radością jest to, że nie pracuje się w na jakiegoś Polaczka, który na jego ciężkiej, niczym czasy dla Platformy czasy pracy, ma się dorabiać kokosów, ananasów i śledzi w oleju. Taki – tutaj na potrzeby zastąpienia wulgaryzmu „chuj” gest Kozakiewicza – pomyśli Janusz! Wolność! Robię tutaj sam na siebie i przywiozę kupę siana do kraju i będę ją przepierdalał przez rok, bo tyle jej będzie. I Auto kupię i motorynkę i konsolę chrześniakowi i dom zbuduję z basenem i na wakacje polecę na wyspę, co ją w telewizji pokazywali i będzie mnie wachlować taka rajska dziewucha, która odziana będzie tylko w sukienkę z trawy, a później ją bzyknę, a później ona mnie i później znowu wachlowanie. A Jak wrócę, to pójdę to polskiej firmy do pracy, tylko po to, żeby się z niej zwolnić i napluć w twarz prezesowi. O taki mam plan na życie mam.

No bo gdzie tu wyjechać do pracy?


Nie wyjeżdżałem do pracy za granicę, nie wliczając wylotów w delegacje. Nie musiałem. Pieniądze? To tylko rzecz do przepierdolenia. Nic więcej. Mogę je zarobić i tutaj. W Polsce. Tu, gdzie jest mój dom. Tu gdzie jest moja rodzina, do której codziennie wracam. Tu, gdzie mam znajomych, z którymi mogę spokojnie wypić browar, gadając po polsku. Tu, gdzie nie traktują mnie jak szmatę, która przyjeżdża robić za „grosze” i ciągnąć socjal na potęgę. Tu, gdzie rośnie polskie zboże, polskie kartofle i polskie konopie, a polskie krowy srają na polskie łąki. Bo gdzie mam jechać? Do Niemiec? Przecież to światowa potęga gospodarcza. Roboty mają tyle, że nie idzie przerobić. Super. A hajs za wojnę oddali? Może do Anglii mam jechać? Przecież z nimi jesteśmy niczym Motor i Śląsk! Brat za brata, wiecie no… Przecież to w dużej mierze dzięki naszym kurwa rodakom, coś takiego jak Anglia istnieje! Pomogliśmy im w imię… W imię zasad skur……!!!! Do Francji może pojechać? Przecież oni nam tyle pomogli… Taką umowę z nimi mieliśmy kiedyś, że w razie zagrożenia, mieli się oni pojawić z pomocą. Zagrożenie było. Nie pojawili się. No ale co się kurwa dziwić, skoro ich auta pierdolą się częściej niż Bułgarska prostytutka przy Polskiej! Trasie. Wynagradzają nam to teraz. Zrozumieli, że zachowali się nieładnie, więc teraz na każdym kroku chcą nam dojebać, bo brak u nas praworządności… Nie jestem Pisowcem. Nie jestem Peowcem, Nowoczesnowcem, Lewakiem, Oenerowcem. Wiem jednak, że lepiej jest się troszczyć o swoją dupę niż wpieprzać się z butami do czyjejś chałupy.

Kibicuję tym, którzy wyjechali pracować za granicę.


Wielu moich znajomych wyjechało. Część z nich zrobiła to, bo nic ich tu nie trzymało. Spakowało walizy, wzięło rodzinę pod pachę i rura w poszukiwaniu swojego miejsca. Kibicuję im. Część z nich jest zajebistymi fachowcami w swoich dziedzinach i zwyczajnie wiedzieli, że w Polsce wynagrodzenie zupełnie nie oddaje tego, co potrafią. Najczęściej nie podejmowali pochopnych decyzji. Wszystko było przemyślane. Nie wybrali pierwszej lepszej agencji, która ich będzie doić, tylko miesiącami badali rynek, żeby ich wyjazd się opłacił im i ich rodzinom, które mieli zostawić. Kibicuję im. Jednak masa ludzi wyjechała, bez jakiejkolwiek wiedzy. Bez umiejętności. Bez znajomości choćby podstaw języka. Wyjechali, bo tam płacą! Pieniądze! Zasiłki! A później płacz, bo jednak nie jest tam tak kolorowo, jak opisują inni. Nie ma szklanych domów. Nikt nie rozkłada pod nogami czerwonego dywanu. Nie witają jak bohaterów, a przecież powinni, bo przecież tylko prawdziwy bohater odważy się na taki krok.

To i tak jest wszystko chuj! Bo najgorsze jest to, co z tymi ludźmi często staje się na miejscu, albo po powrocie.

Moim pierwszym pracodawcą był chłopak, który wyjechał… bo musiał. Nie będę się rozpisywał dlaczego. Nie pojechał tam po zasiłki, tylko po pieniądze i… wiedzę. Udało mu się. Wyrwał się ze szponów agencji i zatrudnił się w firmie budowlanej na Angielskich warunkach. Uczył się nowych dla siebie rzeczy. Nie narzekał. Nie przepierdalał hajsu na głupoty. Po pewnym czasie ściągnął tam swojego brata i pracowali tam przez kilka lat. Przez ostatni rok, kiedy już mieli trochę grosza odłożone, zaczęli badać rynek w Polsce. Chcieli otworzyć tutaj działalność i czynić ten kraj piękniejszym. Wtedy jeszcze w tej branży nie było takiej konkurencji. Nakupili sprzętu i udało im się to, co sobie zaplanowali. Pięknie.

Pracowałem za granicą. Jestem kimś!


Nie wszystko jednak było takie kolorowe. Bo ten ziomek ściągnął tam nie tylko brata, ale i znajomych. Wyobraźcie sobie teraz sytuację, kiedy wychowujecie się z kimś razem. Wspólnie kopiecie piłkę na łące, czy pod blokiem. Razem wykonujecie pierwsze akrobacje na trzepaku. Razem wypijacie pierwsze browary, czy zapalacie po kryjomu pierwszego szluga. Razem zaczynacie chodzić na imprezy, wyrywać laski. Wszystko razem. Nie dziwne, że później chcesz przyjacielowi pomóc i ściągasz go do siebie. Ten oczywiście odwdzięcza się w najlepszy możliwy sposób. Przez pierwszy miesiąc jest spoko. Pracuje, stara się, uczy… I przychodzi pierwsza wypłata, która zabiera zdrowy rozsądek. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy idzie dorosły chłop przez centrum Londynu i co chwilę liczy hajs z niedowierzaniem, że tyle można zarobić. Od razu przelicza na złotówki i myśli, co sobie kupi. Zero planów. W głowie bałagan. Przepadł od razu. Z przyjaciela, stał się skąpcem zapatrzonym w siebie. Nie zostało mu nic. Nie odłożył nawet pieprzonej złotówki. Bawił się. Super, miał takie prawo. Po to się zarabia, żeby wydawać. Tylko w pewnym momencie przestał się rozwijać. Przestał się starać, uczyć. Spoczął na laurach i myślał, że jest królem świata i okolic. Wrócił do kraju i dostał w ryj od życia. Nie ma nic. Jest zwykłym dziadem i zarabia najniższą. Skończyło się eldorado. Zaczęła się Somalia.

***
 
Ludzie dostają pierdolca nie tylko na punkcie pieniędzy. Można odlecieć również na punkcie samego kraju. Tak jak mój inny znajomy, który wyjechał również do Anglii, tylko na rok. Jak pracował w Polsce, to był dosłownie zajebisty! Wszystko robił dokładnie i na dodatek szybko. Śmiało można było mu przypiąć łatkę fachowca. A wiadomo, że fachowców za granicą się ceni. Za aprobatą szefa, wyjechał zarabiać pieniądze. Wrócił po roku, jak już wspomniałem i… Gdzie się kurwa podział ten chłopak, który był takim kocurem?

Jako pierwsze, czego zażyczył sobie po przyjeździe, to stawkę 16 zeta na godzinę, czyli wtedy to było o jakieś 3 złote więcej, niż mieli inni pracownicy. Bo przecież on był w Anglii i się tam tyleeee nauczył. Tak to przynajmniej argumentował. Jednak rzeczywistość pokazała zupełnie co innego. Zamiast przez ten rok się rozwinąć, nauczyć się nowych rzeczy, które przyczyniłyby się po poprawy jego wydajności i efektywności, uwstecznił się. I to nie troszkę, tylko wyglądało to tak, jakby się odwrócił, przebiegł maraton i dopiero po tym czasie stanął, bo zobaczył, że coś tu kurwa nie gra.

W tamtej firmie atmosfera była spoko. Trzeba było stanąć na szczotę, to się ja brało i zamiatało. Trzeba było posprzątać śmieci? Szukało się kontenera i wynosiło. Nie on! Przecież stał się takim fachowcem, że on nie będzie dotykał robót, które powinien robić pomocnik. Bo tak było właśnie w Anglii. Każdy był przydzielony do jakiegoś zadania, a jak zrobił swoje, to siadał na dupę i gapił się w telefon, zamiast pomóc koledze.

Najgorsze było jednak to, że do Anglii wyjechał, znając jedynie dwa słowa: yes i no… A po powrocie… Jakby zapomniał kurwa polskiego. Wszystkie narzędzia nazywał tak, jak się na nie mówiło za granicą. Doszło do tego, że jak szef powiedział, żeby posmarował klej, to stał jak debil przez minutę i po tym czasie dopiero zapytał: Chodzi Ci o glue? Nosz karwasz wasza Barabasza.

Ludzie siedzą i 30 lat w Anglii czy stanach, posługując się jedynie tamtejszym językiem i przepraszają często, że zdarzy im się wtrącić jedno słówko angielskie z rozpędu. Natomiast Polaczki to na dwa dni pojadą i mowy ojczystej zapominają. To nie jest fajne.

Miałem możliwość wyjazdu za granicę do pracy. Miałem możliwość zarabiania pieniędzy, o jakich obecnie mogę tylko pomarzyć. Pieniędzy, o jakich mogą pomarzyć wszyscy Ci wyjeżdżający zarabiać te kokosy na zbieraniu szparagów, układaniu kwiatów, czy pracy na budowach.

Zrezygnowałem.

Bo tu jest moje miejsce i moja rodzina.

Chuj tam z pieniędzmi. 



You Might Also Like

0 komentarze

Facebook