O mnie


To ja tak formalnie się przywitam, żebyś sobie pomyślał, że tu, po drugiej stronie komputera siedzi jegomość w garniturze, który w jednej ręce trzyma szklankę Martini, w drugiej słownik języka polskiego, by stopami stukać teksty na bloga – dzień dobry.

To by było na tyle, jeśli chodzi o oficjalną część tego bloga. Wszedłeś drogi czytelniku w tę zakładkę ponieważ:



Siedzisz w pracy przed komputerem, wszedł Twój szef i wpisałeś w przeglądarkę cokolwiek, byle tylko zobaczył on, że coś robisz, a Twoja przeglądarka spłatała Ci największego figla w tym życiu i przeniosła Cię prosto do kociej dupy. 

Jesteś przedstawicielem jakiejś instytucji walczącej o prawa zwierząt i równouprawnienie kotów i ludzi, bo nazwa kocia dupa urąga godności kotów?

Jesteś obecnie przetrzymywany jako zakładnik, gdzieś między Rykami a Radomiem, a Twoi oprawcy w ramach tortur, zmuszają Cię do czytania mojego bloga.

Prowadzisz szkolenia i szukasz do nich materiałów na lekcję „pierdol schematy”.

Wiszę Ci kasę i szukasz na mnie namiarów.

Ty wisisz mi kasę i chcesz oddać.

     

7       Wszedłeś tutaj, bo zainteresowałem Cię swoją osobą i chcesz się dowiedzieć o mnie czegoś więcej, zanim podpiszemy umowę, dzięki której ja stanę się bogaty, a ty… Ja stanę się bogaty.

Kim jestem


Nazywam się Andrzej Maj i mam bloga. Podobno można z tym walczyć, ale obawiam się, że w moim przypadku jest już za późno. Lubię się śmiać. Jeść też lubię zdrowo, bo moja babcia zawsze mówiła, że zdrowo, to dużo.  

Mam wiele talentów.


Talent do muzyki:

Jako dziecko musiałem zagrać kolędę na flecie. Do dzisiaj pamiętam w którą dziurkę palca włożyć, by było dobrze.


Talent aktorski

również jako dziecko brałem udział w jasełkach. Kojarzycie może, że Maryja z Józefem chodzili po domach w poszukiwaniu schronienia? To ja grałem właśnie taki dom. Serio! Podczas jasełek trzymałem drzwi ze styropianu i jedyną kwestią jaką wypowiadałem, było: Nie ma miejsca! Trudno było, ale sobie poradziłem.


No i to będzie na tyle, jeśli chodzi o talenty.

Po co ten blog?


Kocia dupa jest miejscem, do którego chce się wracać. Np. weźmy za przykład mnie. Nie dość, że wracam tu codziennie, to jeszcze coś napiszę czasem, a piszę dla panów – szczególnie i dla pań – prawie tak samo szczególnie, jak dla panów. Moim celem jest stworzenie miejsca, w którym każdy będzie mógł poczuć się jak u siebie, czyli jak wejdzie i usiądzie, to już mu się dupy nie zechce ruszyć.

Jako, że sam blog nie jest w stanie zapewnić mi podstawowych życiowych wygód, jak: Bentley w garażu, czy pięcioostrzowa maszynka do golenia z takim fikuśnym wibratorkiem,  to muszę pieniądze zarabiać inaczej. Mój zawód powiązany jest z dupą. Może nie kocią, ale dupą. Pracuje w fabryce kibli i jest mi z tym dobrze.

 Co mnie wyróżnia?


Co tu dużo gadać. Może i nie jestem najlepszym blogerem, ale lepszego ode mnie nie ma. Przynajmniej na moim osiedlu. To duży sukces. Nie mam poczucia humoru, ja humor po prostu czuję. Z humorem jesteśmy jak jing i Jang, jak Tango i Cash, Jak Voldemort i jego horkruksy, Jak bracia Mroczek, jak Tomcio i Paluszek, Jak Piotruś i Pan, Jak Pan i tofel, jak Izrael i Palestyna, jak Balladyna i Alina, jak Pawłowicz i Krystyna.

Jeżeli po przeczytaniu tego skupiska wyżej, chociaż przez chwilę podniosły Ci się kąciki ust ku górze, to pomyśl jak będą czytelnicy odbierać Twoje produkty, czy usługi, które mogę zaprezentować. Droga ku temu nie jest trudna. Wystarczy do mnie napisać. O tutaj… 



Nie gryzę.
Chyba, że coś jem.

Facebook